Blog7a

Pierwszy krzyk, witamy na swiecie

Mialam ogromne szczescie donosic trojaczki do konca osmego miesiaca. Zycie szpitalne bylo monotonne. Sniadanie, wizyta lekarza z ekipa, badania, obiad, “Two and a half man”, kolacja, “Two and a halt man” az do zasniecia. W siedmym miesiacu dostalam dwa zastrzyki wspomagajace rozwoj pluc u dzieci. Srodek mial byc jeszcze experymentalny dlatego wymagal mojej pisemnej zgody. Wszystkie dalsze badania, pobieranie krwi czy codzienny monitoring trojaczkow robione byly na bierzaco bez pytania mnie o zgode. Oprocz rozwarcia bedacego przyczyna przyjecia do szpitala nie mialam jednak nigdy zadnych dolegliwosci lub komplikacji.

O terminie cesarki zdecydowalam sama w momencie gdy czulam, ze mam problemy z oddychaniem. Dzieci lezaly bardzo wysoko, wciskaly sie pomiedzy zebra i skore. Nacisk na pluca byl tak duzy ze momentami nie moglam juz glebiej odetchnac. Moje organy wewnetrzne byly zgniecione a mimo to moj apetyt zwiekszal sie z dnia na dzien. Przez cztery ostatnie tygodnie chcialam jesc tylko mieso i sernik, ktory kupowalam w szpitalnej kawiarence. A jednoczesnie chudlam, moje rece i nogi zaczely wygladac jak patyki. Trojaczki rosly jak na drozdzach i wyciagaly ze mnie od srodka wszystkie kalorie. Ogolnie czulam sie jednak dalej dobrze. Trawienie mialam tak dobre, ze pielegniarki zrezygnowaly u mnie z przedcesarkowych “rytualow oczyszczajacych”.

Czwartek – wyznaczony dzien porodu. Moja coreczka odwiedzila mnie ostatni raz przed cesarka, pocalowala ogromny brzuch. Pielegniarki kazaly mi lezec na lozku, ktorym mialam byc zawieziona na sale operacyjna, gdzie dwoch lekarzy podobno niecierpliwie juz na mnie czekalo. Humor mialam tak rozrywkowy, ze nie moglam przestac gadac i sie smiac. Bylam tak podekscytowana tym, ze w koncu nadszedl dzien, w ktorym zobacze zawartosc mojego brzucha, ze nie umialam spokojnie lezac, w polowie drogi zeszlam z lozka , nie wytrzymalam, na sale operacyjna wkroczylam prawie tanczac. W sali znajdowalo sie okolo 20 osob. 2 glownych lakarzy, kilku innych lekarzy, cala masa pielegniarek i 3 barczystych pielegniarzy. Nagle okazalo sie, ze jest jakis problem w zrobieniu znieczulenia, igla nie dala sie wbic w moj kregoslup. Zaczelam wpadac w panike. Zapytalam o calkowita narkoze, w tym momencie do akcji ruszylo trzech pielegniarzy. Sciagneli mnie na kant lozka, jeden zgial moj kark prawie miedzy nogi, dwoch trzymalo mnie nieruchomo po bokach, zaczelam krzyczec i sie szarpac, lekarka anestezjolog w koncu dala rade z innym zneczuleniem. Powoli zaczelo sie uspokajac. Zaczelam tracic czucie w nogach. Lezalam, husta w polowie brzucha zaslaniala widok, slyszalam tylko jak lekarze rozmawiaja o planach urlopowych. Nagle zrobilo mi sie bardzo slabo i poczulam pragnienie. Chcialam wody, jakas pelegniarka prysnela mi sprejem o zapachu choinki w usta, myslalam ze zwymiotuje. Cisza… i uslyszalam krzyk mojego pierwszego trojaczka, lekarka trzymala go uniesionego w gore nad husta ponad moim brzuchem. Minute pozniej pojawil sie numer dwa, obaj sniadzi z bujnymi ciemnymi czuprynami a potem pokazal sie numer trzy w kolorze sniezno bialym. To byl dopiero widok…. zdumiona rozejrzalam sie do okola. Wszyscy byli tak zajeci dziecmi, ze nikt na mnie nie zwracal uwagi. Pierwsze przyszly na swiat jednojajowe blizniaki, Lennox z najciezsza waga ponad 2,5kg , Cameron minute pozniej pare gram lzejszy. Amadeus przyszedl na swiat trzeci, najmniejszy i doslownie wyszarpywany z mojego brzucha – podskakiwalam na stole, tak trudno bylo go wyciagnac. Pani doktor zszyla mnie i pielegniarki przyciagnely mnie po kolei do kazdego dziecka,  krotko moglam kazdego zobaczyc i uslyszec jak pieknie sie dra. W sumie czulam sie znowu super i patrzac na moja swiezutka trojke znowu zaczela rozpierac mnie radosc i duma, udalo sie! dalam rade!

Z sali poopercyjnej zawieziono mnie do dwuosobowego pokoju. Zostalam podlaczona do sciany z monitorami, swiatelka bez konca, wszystko migalo. Dwie pielegniarki umyly mnie i ubraly w szpitalna koszule. Do nog zaczelo powoli wracac czucie ale zadnych bolow nie mialam. Dopiero teraz moja rodzina zostala do mnie wpuszczona. Po kilku godzinach zawieziona zostalam z powrotem do pokoju, w ktorym spedzilam ostatnie tygodnie. Moje dzieci zobaczylam po trzech dniach, po nastepnych dwoch moglam opuscic szpital. Po tygodniu wypisane zostaly tez trojaczki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *